FAT Imprezy Własne,Szkolenia 20-07-2025 Trening Bobrowniki

20-07-2025 Trening Bobrowniki

20-07-2025 TRENING – Bobrowniki Kamieniołom

Relacja napisana przez kolegę POMÓR

Podsumuję dzisiejszy trening:

Miejsce: Tarnowskie Góry Bobrowniki

Liczba osób: 2 sekcje, Rosomaka i Hardego

Matador i ja dojeżdżamy na miejsce o 7:15. Zaraz po nas podjeżdża jakiś gość na hulajnodze elektrycznej – witamy się, nie bardzo wiedząc jeszcze kto to jest. Fajnie się rozmawia, wesoło, ale „nic nie może wiecznie trwać” – idziemy więc ma miejsce zbiórki. Poganiani, rzecz jasna, przez Paweł Zarazza Na miejscu okazuje się, że Paweł częstuje wszystkich sporymi, pysznie wyglądającymi babeczkami (od Janusz Shaddox a co!) Gdyby nie mój projekt „zrzucę 10 kg do września” to bym się skusił. A tak pozostają mi tylko męki i przełykanie śliny. Dam radę!

Mając ta najtrudniejsza część treningu za sobą, osiągając zen niczym buddyjski mnich i starając się nie patrzeć na tacę (a było trudno, bo zaraz obok była tablica i żołnierzyki z przyklejonymi magnesami, na których Paweł zaraz będzie objaśniał manewry), starałem się unikać słońca jak się tylko dało. Najchętniej bym się wczołgał pod samochód Zarazzy, bo wiecie, terenowy, wysoki, pod spodem chłód…8 rano, żar. Będzie piekarnik. Nagle – szok. Muszę oddać klubową naszywkę. Szybki rachunek sumienia. Czyste, nie używane. To o co chodzi? Nie ja jeden chyba podpadłem – Hardy też traci naszywkę. Coś mi zaczyna świtać, ale jeszcze nie wierzę. I tu zwrot akcji niczym z Ojca Mateusza. Albo Szekspira. Muszę robić pompki, bo… awansowałem na pełnoprawnego członka FATu! Pompuje z werwą. Przynależność zobowiązuje! Zaczyna się wykład o zasadach. Słucham, choć gdzieś tam po głowie krąży to, co powiedział Paweł, wręczając mi naszywkę. Dużo dobrego robisz. Dobrego!

Po wykładzie czas na praktyki. Na sucho, najpierw na parkingu, potem na ścieżce. Jest wesoło, chowamy się w lesie, klaszczemy, udając ogień z replik. Włazimy w jakieś krzaczory, które mają kolce z durastalu chyba. Ćwiczymy sekcjami, robi się coraz goręcej.W końcu omówienie błędów i powrót na parking. Humory dopisują. Niestety, musimy się żegnać z Pawłem, który tylko się wymknął na trening (ale i tak czujne oko żony go zauważyło).

Pałeczkę przejmuje nasz nowy znajomy, kierowca elektrycznej hulajnogi. Zakładamy szpej, jeszcze nie wiedząc, co się za chwilę będzie działo. Jak się okazuje, nasz instruktor ma plan, który szkicuje nam na tablicy. Znaleźć zagajnik, nie dać się przyłapać cywilom, zrobić obronę okrężną. 5 minut na planowanie wam starczy? No pewnie!(O święta naiwności!) Ustalam z Shaddoxem trasę w Ataku. Mam pomysł jak pójść, ale terenu nie znam zupełnie. Widziałem tylko ujęcia w filmie „Diabeł”. Ruszamy. I pierwsza wtopa – Pomór, pomyliłeś drogi, nie tędy. O cholera. Na szczęście Shaddox czuwa. Nauczeni doświadczeniami ostatniego treningu idziemy, spodziewając się wszystkiego najgorszego. Każdy krzak to zasadzka. Każde drzewo – snajper. Nasz instruktor idzie z nami. Widać, że się świetnie bawi. My też. Więc w sumie fajnie. Podejmuję kilka decyzji „nawigacyjnych”, które potem okazują się błędne. No cóż, lepiej robić cokolwiek niż stać w kupce i gapić się w ekran smartfona na środku drogi.
W końcu, dzięki sekcji Hardego, docieramy na miejsce. I tu potężne zdziwko – mapy ATAKA się nie zgadzają z rzeczywistością. Co do…Lasu, który mieliśmy przejąć, na mojej mapie nie ma. Jest za to pole. Nosz kur…Robimy ta obronę okrężną. Czerwony ze wstydu, bo ja, adwokat ATAKA, jego kapłan i wielbiciel, wyprowadziłem drużynę w pole, ustawiam się na pozycji. Tak to jest jak się ufa technologii. Nagle – koniec, zbiórka.

Można pogadać. Zapalić. Wyciągnąć wnioski. Spędzić miło czas w cieniu. Atmosfera robi się jak na pikniku. Gadamy o sporcie, strzelaniu, replikach… Okazuje się, że nasz instruktor jest (REDACTED) i służył w (REDACTED). Podsumowuje nasze starania dość pogodnie:Jeszcze 200 godzin i coś z was będzie.Dobra. Uruchamiam mentalny licznik. 200 godzin treningów to jakiś rok. Zobaczymy.Mamy wracać inną drogą, według naszego instruktora – idealną (słyszysz, ATAK? SLYSZYSZ?). Po drodze jeszcze rolowanko, trochę zadyszki bo pod górę się idzie i koniec.To był dobry trening. Niezbyt wymagający fizycznie, ale treściwy. Na zakończenie testujemy w naszych radiach funkcję scramblera (’kodowanie’ transmisji radiowych). Jest idealna. Nikt nic nie odbiera. Tak zakodowane!

Na koniec – pochwale się. Na moim radio i nowej antenie słyszałem transmisje z Zabrza. 15 km w linii prostej, w lesie. Jest dobrze. Dzięki za wspólnie spędzony czas!